Wracając od mojej dziewczyny mijałam zakochane hetero-pary. Obejmowały się, całowały, dotykały. Od tak, po prostu, przy wszystkich, nie szukając odrobiny miejsca, gdzie mniej ludzi mogłoby ich zobaczyć. Bez skrępowania mógł ją złapać za rękę i iść tak ulicą. Szczerze - nawet nikt nie zwracał na nich większej uwagi. Bo dlaczego? Niech żyją, niech są szczęśliwi, niech się kochają... Niech są. Po prostu. Najzwyczajniej w świecie. Niech istnieją. Razem.
Wracając ze spotkania z S. zauważyłam jednak coś nowego. Widziałam to po raz pierwszy. Tym razem nie on i ona. Tym razem ona i ona. Trzymały się za ręce. Nie, nie w ten sposób jak przyjaciółki. Było widać to z daleka. Chociaż... może tylko ja to zauważyłam? Szły najnormalniej w świecie ulicą, niewiele osób zwracało na nie uwagę. Stanęły na przystanku, przytuliły się i pocałowały. Jak gdyby nigdy nic. Były uśmiechnięte, spokojne, rozluźnione. Poza paroma zaczepkami nikt im nic nie zrobił.
Polskie społeczeństwo powoli, ociągając się, zaczyna nas tolerować. Jak widać, są już tacy, którzy potrafią bez skrępowania i strachu wyjść na ulicę i pokazać światu swoją miłość. Jednak to wyjątki, z których wiele należy do "tymczasowej branży". Reszta nadal się boi. Mimo, że Polacy zaszli już tak daleko, w dalszym ciągu paraliżuje nas strach. I mamy czego się bać, bo nadal wielu ludzi najchętniej by nas wybiło.
Hej, Ty! Hetero człowieku, czy kiedykolwiek BAŁEŚ SIĘ pocałować partnera/kę na dworze? Hej, Ty! Człowieku z branży, czy kiedykolwiek BAŁEŚ SIĘ pocałować partnera/kę na dworze? Może ja się mylę, może tak wiele z nas się nie boi? Dajcie mi zobaczyć Wasze zdanie!
Półtora roku nauki nie poszło jednak na marne. Ten Osobnik zauważa coraz więcej. Mimo strachu przed ośmieszeniem, jest coraz pewniejszy siebie. Pokonuje lęk i zaczyna działać, wierzyć. Zaparł się. Potrafi. Musi. "Tylko jedno może unicestwić marzenie – strach przed porażką." Nie może nie spróbować. Znajduje siłę, energię. Czerpie radość z tego, co robi.
Zwykły przypadek... a może jednak nie? Może ten cały czas i marudzenie Mistrza sprawiły, że Osobnik bardziej obserwuje otoczenie i zwraca uwagę na rzeczy nieistotne dla innych?
W każdym razie ten przypadkowy nie-przypadek otworzył przed Osobnikiem nowe możliwości. Pokazał Go światu. Osobnik zaistniał.
Piętnaście minut. Mowa Dyrektorów. Panika, kiedy nagle okazuje się, że Osobnik ma przemawiać przed publiką. Co powiedzieć? Jak?... Niespokojne spojrzenie w stronę najbliższych. Przyjaciel, rodzina. Mistrz. Duma w oczach Mistrza i Jego uśmiech. Osobnik nabrał pewności. Wygłosił nieco poplątaną mowę bez przygotowania. Klamra zamykająca. Publika się rozchodzi, by podziwiać. Ludzie mówią o Osobniku. Podchodzą do Niego. Gratulują. Tłum. Słowa. Zachwyt. I ta duma... wśród tylu głosów wyłania się znowu twarz Mistrza. Wyłaniają się Jego słowa.
To Mistrz zauważył Osobnika. To Mistrz nauczył Go widzieć. To Mistrz krytykował i chwalił. To oceną Mistrza Osobnik zawsze się przejmował. Podchodził do Mistrza ze strachem w sercu, chcąc jak najszybciej usłyszeć komentarz. Wychodził od Niego zawsze z zapałem - czy wkurzony na siebie z powodu nieudanej pracy, czy prze szczęśliwy pozytywną oceną. To Mistrz wskazał drogę Osobnikowi. To Mistrz nie pozwolił Mu się poddać i porzucić pasji. Osobnik chyba zawsze będzie nosił Mistrza głęboko w sercu. To specyficzne uczucie. Sentyment? Może nawet Miłość? Nie, nie taka Miłość... to miłość Ucznia do Mistrza. Miłość spowodowana rozwinięciem pasji i podtrzymywaniem na duchu. To Miłość spowodowana wiarą Mistrza w talent Osobnika.
Tak. Osobnik zaistniał. Spisał swoje namiary kilku osobom zainteresowanym współpracą. Na samej wystawie dostał już kolejne zlecenie. Telefony od interesantów. Zdjęcia na miejskich stronach. Szybko bijące serce.
Potargane przez wiatry i burze Marzenie znów podnosi się do góry i wzlatuje wysoko. Szczytuje w blasku Księżyca, owiane tajemnicą nieznanego. Uśmiecha się do Marzyciela. Tak. To kolejny krok do Spełnienia.
Na początku dziękuję za tyle komentarzy. Nie sądziłam, że doznam tyle miłych wrażeń na tym blogu ;). Widzę, że jednak LGBTQAIF* może liczyć na trochę tolerancji w tym kraju :D.
Ta notka będzie zainspirowana fragmentem właśnie jednego z komentarzy - mianowicie komentarza Pani L. Na początku jednak odpowiem na inną część jej wypowiedzi.
"I nie wierze w to, mogę kochać moją matkę czy przyjaciółkę, bardziej od chłopaka, ale to nie znaczy, że to o to chodzi..."
Droga L... sądzisz, że skoro lesbijkom czy biseksualistkom podobają się dziewczyny, to od razu będą zakochane w swoich matkach i przyjaciółkach? To tak samo, jakby stwierdzić, że dziewczyny hetero są zakochane w TEN sposób w swoich ojcach. Heteroseksualne dziewczyny mają przyjaciół płci męskiej i wcale nie muszą ich TAK kochać. Mają kolegów - nie we wszystkich są zakochane. Więc dlaczego osoby innej orientacji miałyby się zakochiwać w swoich rodzicach, przyjaciołach? Drugi przypadek się zdarza, ale to nie tylko u mniejszości seksualnych - bardzo często też u osób hetero. Zastanów się proszę nad tym.
Teraz przejdźmy już do notki właściwej.
"w moim móżdżku w ogóle nie dochodzi, takie coś, ze można być bi, czy homo, ja rozumiem, że to po prostu media, internet zareklamowały tę inność, nowość. Ludzie zaczęli się zastanawiać: "a może, ja też taki jestem?" i tak wyszło."
L
Ludzie homo, bi czy transseksualni byli na świecie od zawsze. Nawet w Piśmie Świętym jest o nich wzmianka. W książkach historycznych też można znaleźć o tym informacje. Mediów nie było. Więc... skąd?
Prawdziwi ludzie LGBTQ(AI) nie wybrali sobie swojej orientacji, transseksualizmu. Nie wybrali sobie tego, jacy są, kto im się podoba - nie da się zmusić mózgu, by pragnął bardziej kobiety niż mężczyzny, by chciał mieć taką płeć, jaką ma ciało.
Jednak, owszem, istnieje moda na orientację. Szczególnie wśród dziewczyn. Nie wiem, czego one chcą - eksperymentu? Często słyszy się od nich "aktualnie jestem bi/homo/hetero". Nie tylko u dziewczyn, u chłopców też to zauważam. To jest idiotyczne. Ktoś tej samej płci na prawdę się w takiej osobie zakochuje, a potem słyszy "sorry, jestem hetero.. ty myślałaś/eś, że ja tak serio? hahaha". To boli 100 razy bardziej.
Nie przepadam osobiście za takimi ludźmi. Moda może być na brązową kurtkę, nie na orientację. To nie jest coś, co powinno być poddawane takiemu zabiegowi, jakim jest moda.
Media wielu osobom pozwoliły wyjść z szafy, zrozumieć, że jest wielu innych, takich jak oni. Dzięki mediom staliśmy się nieco bardziej tolerowani. Uświadamia się społeczeństwo, że jesteśmy. Że chcemy normalnie żyć i kochać. Przez media nie "powstało" więcej prawdziwych LGBTQ(AI). Przez media oni zaczęli wychodzić z ukrycia. A idąca za tym moda - to jedna wielka pomyłka i raczej bez mojego poparcia (nie będę się wypowiadała w imieniu innych).
*LGBTQ AIF - Lesbijki; Geje; Biseksualiści; Trans; Queer - ogólnie niehetero / Questioning - poszukujący, niepewni swojej orientacji; Aseksualiści /sprzymierzeńcy w walce z homofobią; Interseksualiści; Friends - przyjaciele takich osób
Wtedy nie byłam na to gotowa. Bałam się nawet pomyśleć o tym, aby pocałować Cię przy kimś innym, czy w miejscu publicznym. Stresowałam się, idąc na spacer obejmując Cię. Nie chciałam myśleć, co będzie, jeśli spotkam znajomych, sąsiadów... jednak te myśli coraz to bardziej kłębiły się w mojej głowie. To nie byłoby już przyznanie się na gg. To byłaby walka twarzą w twarz o siebie samą. Czy byłam na nią gotowa? Wątpię.
Jakiś czas później przyznałam się rodzicom. Było trudno. Moja pierwsza realna walka w tej sprawie. Wstydziłam się, bałam, chciałam się rozpłakać. Nie pokazałam łez. Nie patrzyłam im w oczy. Rozmawiałam. Próbowałam wytłumaczyć. Odpowiedzieć na pytania. Chciałam, żeby zrozumieli.
Ta walka nie wyszła mi najgorzej.
Znajomi? Wielu mnie zostawiło. O niektórych nawet nie walczyłam, załamywałam się. Coraz staranniej dobierałam osoby. Niektórzy mnie wspierają, niektórym jestem obojętna.
Później... nie, tato. To, że jestem bi, nie znaczy, że będę pieprzyć się z każdą lepszą koleżanką. Podniesiony ton. Walka na wyższym poziomie. Brak mojej ucieczki wzrokiem i załamującego się głosu. Stałam tam i mówiłam pewna siebie.
Śmieszy mnie obrzydzenie na twarzy szkolnego kolegi, który dowiedział się od kogoś innego.
A jak jest teraz? Czy byłabym w stanie pocałować Cię na ulicy? Oczywiście, przed każdym kolejnym ujawnieniem się jest strach. Ale to chyba normalne. Tyko... czy byłabym w stanie zawalczyć o samą siebie na chodniku przed blokiem? Czy potrafiłabym spojrzeć ludziom w twarz i odeprzeć atak?
To jeszcze nie jest czas na wielki, całkowity coming out. Nie mam w sobie tyle siły. Ale nie chce też ukrywać się z dziewczyną w pokoju, zamknięta na cztery spusty, zasłaniając okna...
Głosuj (0)
Bi-Lesbijka 30.04.2011 [komentarzy 4] Wyraź opinię
Nie można się zakochać przez Internet.
Nie można poczuć tego czegoś tak szybko.
Nie można nic robić z przyjaciółką.
Nie można nic robić w tak młodym wieku.
NIE DA SIĘ.
A jednak.
Łamię ustalone przez siebie zasady. W większości tego żałuję. Jeszcze jakiś czas temu, gdyby ktoś zrobił to co ja, pewnie miałabym niemiłe komentarze na jego temat w mojej głowie. A teraz? Teraz czas płynie. Nie cofnę już tego, co było. Nie wrócę. Nie wymażę mojej prowokacji i Twoich ust na mym biuście. Nie zmienię decyzji, by pojechać wtedy z Tobą gdzieś, gdzie będziemy same, gdzie nikt nas nie usłyszy i nie zobaczy. Wiedziałam co się stanie. To przeszłość, a przeszłości nie da się zmienić. I tutaj mogę powiedzieć na 100%, że tego "nie da się" nie złamię.
Marzenia latają. Wchodzą na pozytywny wiatr, potem patrzą na efekty początkowych zmagań i się duszą. Ciało, dusza i umysł osobnika chcą wrzeszczeć, ryczeć, płakać, zabić. To zbyt dobra okazja, by ją zmarnować. Ale osobnik chyba nie jest wystarczająco dobry. I znowu się poddaje. Szuka oparcia. Ale go nie ma, nie może iść tam, gdzie zawsze go podtrzymywano. Nikt nie da mu w pysk i nie powie komplementu, nie skrytykuje podbudowująco.
Ale.. może jednak? Może własnie stawiane tutaj "nie da się, nie potrafisz", zostanie jednak złamane?... Może kiedyś... Może...
Nie mam pojęcia dlaczego tak się dzieje. Jestem niewyżyta, tak bardzo chcę mieć dziewczynę, czy po prostu tak cholernie brakuje mi bliskości tego kogoś, kto będzie więcej niż rodziną czy przyjacielem?
Chcę mieć rodzinę. Ostatnio takie zdanie pojawiło mi się w mojej chorej głowie. Chcę mieć swoją własną rodzinę. Ja, moja miłość, dziecko i zwierzak. Nie potrafię sobie wyobrazić na miejscu tej miłości jakiegoś faceta. Chociaż.. nie, w sumie, może nawet bym potrafiła.. ale.. ech, od razu pojawia się tamten obraz, film, jakby nakręcony dawną kamerą.. śmiech, jego ręce, jego oddech.. nie. Stop. Wracamy.
Chcę mieć swoją własną rodzinę. Ja, moja miłość, dziecko i zwierzak. Dwie mamy. Córka lub syn. I maskotka rodziny.
Dorastam? Możliwe. Zawsze mi mówili, że jak będę starsza, to jednak będę chciała mieć dzieci, założyć swój własny dom zbudowany z ludzi.
Przed snem w mojej głowie powstaje obraz wyimaginowanej dziewczyny, lub jakiejś mojej znajomej. W sumie ciekawe, co by powiedziały, gdyby o tym wiedziały... hm. W mojej głowie powstaje moja partnerka na tę noc. Czasami powstaje już pod prysznicem i wraz ze mną idzie potem spać. Rozbiera mnie, ubiera mi to, w czym śpię. Całuje, dotyka. Mówi mi, żebym była ciszej, przecież mieszkamy u rodziców... jeszcze nas nie stać na własne mieszkanie... Czasami nic prócz takiego droczenia nie robimy. Czasami idziemy dalej, w strefy intymne. Zasypiamy razem. Czasami jest ze mną jeszcze z samego rana, a potem znika, goniona gdzieś obrazami codziennych doznań. Wieczorem, znów ta sama lub już inna, powraca moja partnerka.
Czasami wyobrażam sobie, że jesteśmy już na swoim. Bez rodziców. Za ścianą śpi nasze dziecko, a my szczęśliwe jemy razem kolację i kładziemy się spać. Dziecko się budzi, przybiega do nas. Tulimy je obie i odprowadzamy z powrotem do pokoju. Usypiamy tę mała istotę. Kochająca się, niezwyczajnie zwyczajna rodzina.
Cześć Wam.
Moje chore wyobrażenia? Dzikie myśli? Dziwne pragnienia? Może sny i fantazje erotyczne? Nie wiem co tu będzie. Się okaże.